testy / Roland

20.12.2016r.

Roland AE-10 - Test

Roland AE-10

 

Yamaha przestała produkować i rozwijać technologię VL już od dawna. Roland stwierdził, że skoro jest luka to w nią wejdzie. Czy słusznie? Oczywiście! Saksofonista staje się od razu jeszcze bardziej przydatnym muzykiem. Klawiszowcy mogą poczuć się zagrożeni. Roland już kilka lat temu miał przygotowaną kartę rozszerzeń ARX-03 Brass, więc wystarczyło stworzyć odpowiedni sterownik ku temu. Nasz test się troszeczkę przedłużył, bo gdy już był gotowy, to producent wypuścił nowy system operacyjny 2.00 i wszystko stało sie nowe. Wyeliminowano różne błędy i od wersji 2.00 instrument jest już potężnym narzędziem pracy. Nie przedłużając - zapraszam Was na test napisany przez Leszka Nowotarskiego, doskonałego muzyka z ogromnym doświadczeniem, którego z pewnością słyszeliście i usłyszycie w wielu produkcjach. 

Wygląd:

Instrument dostarczany jest wraz z pokrowcem, za co ogromny plus, bowiem otrzymujemy kompletny zestaw gotowy do podróży.

 

Wygląd instrumentu i ewentualne upodobania to raczej rzecz gustu, a z gustami, jak wiemy, się nie dyskutuje. Moje pierwsze wrażenia są takie, iż z wyglądu instrument to bardziej zabawka niż instrument. Przypomina bardziej te ze sklepu dla dzieci, niż ze sklepu muzycznego. Wszechobecny plastik i kolor, który przypomina trochę masę perłową to potwierdzają. 

Mnie generalnie design tego instrumentu przypomina „rozjechaną żabę”, ale spotkałem się też z opisem pt: „odkurzacz samochodowy” bądź „miecz świetlny”. Z pewnością każdy go zauważy i chyba o to chodzi! 

 

Gra:

Dobrze, weźmy go do rąk. Pierwsze co można stwierdzić - jest lekki i bardzo wygodny. Tutaj skupię się chwilę na tym aspekcie, bo to może być bardzo ważna cecha pomagająca w zdobyciu rynku przez Rolanda w tej materii. Jest idealnie dopasowany pod palce i idealnie przeniesiony z prawdziwego saksofonu. Ma coś, na kształt klapek, są klapy oktawowe (nawet dwie, jedna dodatkowa - bo w saksofonie jest tylko jedna) i rzeczywiście wszystko jest tak jak w naturze. Za co ogromny plus. Roland widać konsultował swój produkt z muzykami. 

Porównajmy go do konkurenta EWI. Ja posiadam wersję 4000s, teraz jest nowa wersja 5000, ale pod względem technicznym nie różnią się ponoć niczym. Na EWI trzeba się nauczyć grać od nowa. To jest zupełnie inny instrument w porównaniu do saksofonu. Klapy są tylko dotykowe, jest 8 rolek oktawowych, nie ma ustnika i stroika. Zostaje tylko wspólne z saksofonem palcowanie, ale też tylko w obrębie jednej oktawy. Wróćmy więc do Rolanda. Tutaj jest zupełnie inaczej. Bierzesz go do rąk i od razu możesz grać. Cała aplikatura w obrębie skali instrumentu jest taka sama. Wszystkie klapy, również te boczne są na swoim miejscu. Nawet chwyty altissimo „wchodzą”. Tak więc jako szybki zastępca saksofonu sprawdza się idealnie.

Tu przechodzimy płynnie do kolejnego rozdziału...

Obsługa:

Włącznik „Power” jest ukryty z boku, ciut za mały jak dla mnie, ale może projektowały go małe rączki... chyba, że celowo jest taki mały, by przez przypadek go nie wyłączyć podczas grania. I teraz pierwsza poważna wada, którą zauważyłem, to sposób zasilania: 6x baterie AA. Bardzo dobrze, że instrument może działać na bateriach, bo jesteśmy uwolnieni od krótkiego kabla zasilacza, jednak 6 sztuk, to bardzo niewygodna liczba. Jako użytkownik EWI zawsze miałem 2 komplety baterii po 4 sztuki, z czego jeden komplet zawsze podczas gry spoczywał w ładowarce. Tutaj mamy 6 sztuk i nie mam pojęcia jak miałbym to zastosować na scenie. Nie ma raczej podróżnych ładowarek na 6 baterii. Rozumiem, że napięcie musi wynosić 9V, ale jest bardzo niewygodne w praktyce. Oczywiście można grać z zasilaczem, ale to już kolejne kable. Reasumując: potrzebujesz sporą ilość baterii. 

Jedyne wyjście audio, to duży JACK STEREO. Do słuchawek się ono nadaje, jednak do zastosowań scenicznych już zupełnie nie. Żaden mikser nie posiada wejścia Jack Stereo, a redukcja do mono powoduje, że instrument brzmi z oddali, bo słychać głównie jego pogłos. Do zastosowań scenicznych należy się zatem zaopatrzyć w kabel: Jack Stereo na 2 Jacki Mono i o tym trzeba pamiętać. Szkoda, bo można było to rozwiązać bezprzewodowo. Nie od dziś wiadomo, że saksofoniści lubią biegać po scenie. Drugim rozwiązaniem jest zaopatrzenie się we własny system bezprzewodowy.

Roland posiada wbudowany głośnik. Może być on pomocy w sytuacjach gdy musisz coś sobie na szybko przegrać np. w busie czy w domu, jednak przekroczenie 80% głośności zaczyna „charczeć”. Roland implementując wejście AUX IN ewidentnie proponuje tutaj zastosowanie do ćwiczeń z podkładami. Wyjście słuchawkowe, które jest jednocześnie wyjściem audio chyba to potwierdza. 

Barwy: 

Jako saksofonista uważam, że brzmienia oparte o syntezę ciężko uznać za ultra wierne. Barw wbudowanych jest 55. Są imitacje saksofonów, fletów, klarnetu, oboju. Do tego smyczki, jest i akordeon. Sądzę, że trzeba to klasyfikować jako jeden ze środków wyrazu. Fajne są instrumenty etniczne, syntezatory, flety i French Horn. Z akustycznymi dętymi jest gorzej, ale zdecydowanie lepiej niż u EWI. Jeśli chciałbyś grać wiernymi próbkami to trzeba sięgnąć po pakiety sampli np. Native Instruments, czy innych producentów, jednak to też ma swoje ograniczenia. Tam odtwarzamy sample, a w Rolandzie mamy różne środki artykulacyjne, dźwięki SuperNATURAL i pozwalają one dodać nieco „naturalności” i niedoskonałości, czyli tego "czynnika ludzkiego". Panowanie nad dynamiką i artykulacją. Chcesz zagrać staccato, to nie musisz zmieniać całego programu z takim brzmieniem, wystarczy, że odpowiednio zadmiesz w ustnik. To niewątpliwy atut. Mamy też syntezatorowe dźwięki oparte o próbki PCM.

Okazuje się, że instrument w połączeniu z zespołem, czy podkładem bardzo ciekawie brzmi:

 Oto sax z podkładem i słychać, że instrument nie jest "liniowy". Góry odzywają się fajnie, są takie agresywne kiedy mocno dmuchniemy. 

Oto demo zarejestrowane na spontana przy ogrywaniu instrumentu:

Paweł pokusił się o nagranie przez zewnętrzną klawiaturę MIDI brzmieniami Areofonu i odkrył, że ma on bardzo bogatą implementację CC. Producent wspomina w swojej tabeli o 8 komunikatach CC, a Paweł znalazł ich aż 16. Lista może być przydatna:

  • Aftertouch - daje nam vibrato
  • CC 1 Modulation 
  • CC 16 Noise level
  • CC 18 Growl 
  • CC 19 Bend Mode
  • C 65 Portamento
  • CC 80 Stacato
  • CC 81 Fall / Ornament/ Fluter
  • CC 82 Subtone/ Tremolo
  • CC 71 EQ?
  • CC 72 Release 
  • CC 73 Attack
  • CC 74 filter
  • CC 76 szybkość vibrato
  • CC 91 Reverb
  • CC 127 sound cut

Okazuje się, że znajdziemy w instrumencie nawet takie zagrywki jak Staccato, Fall, czy Kontrole Noise. Wystarczy podpisać odpowiednie kontrolery, albo do klawiatury lub joysticka instrumentu. Wyszło jeszcze jedno. Roland pracuje jednocześnie w trybie Mono oraz Poly. Kiedy grasz jeden dźwięk, to instrument gra monofonicznie. Gdy zagrasz akord to instrument gra polifonicznie. 

Saksofoniści są zakochani w swoim perfekcyjnym brzmieniu, tak trudnym do naśladowania, że traktować Areofon jako środek zastępczy raczej nie będą. Na tym etapie testu pozwalam sobie stwierdzić, że jest to maszyna do wyszalenia się na scenie, zadziwienia publiczności, że i "ja mogę też tak jak ten za parapetem". Tym bardziej, że nie jest to tylko i wyłącznie odgrywanie prostych próbek, gra-nie gra, ale żywo reagujących barw na naszą technikę gry i dynamikę. Brzmienia syntetyczne również reagują na dynamikę gry, ale nie tylko mamy wpływ na głośno-cicho, ale wraz ze wzrostem dynamiki brzmienie się otwiera i dostajemy reakcję filtra. 

próbka: 

 

Organy rockowe to poziom keyboardów serii E i tego nie rozumiem. My saksofoniści również mamy wrażliwość muzyczną i znamy pewne brzmienia na pamięć. Takich brzmień już nie chcemy słyszeć. 

Życzyłbym sobie, aby soundów było więcej i jak znam Rolanda pewnie udostępni jakąś paczkę z brzmieniami, lub da edytor, bo przecież w pamięci mamy miejsca na własne programy i jest ich 100, więc o czymś to świadczy. Póki co mamy furtkę w postaci USB i MIDI. Roland zaproponował dość odważnie 55 brzmień, a to bardzo ryzykowne. Wystarczy, że 15 nie spełni Twoich oczekiwań i co wtedy? Szkoda, że instrument nie jest jakimś virtualnym analogiem, bo można by kręcić swoje brzmienia. Pewnie pojawi się jakiś edytor na iPada, czy też komputer. 

  

Nasz Roland ma standardowych rozmiarów ustnik, ma nawet imitacje stroika, czyli jak w prawdziwym saksofonie. W wersji 2.00 możemy już w 100% kontrolować wysokość dźwięku, za pomocą położenia ust. Kontroler Thumb umożliwia nam przypisanie do niego różnych funkcji i jest on zwykle ustawiony na efekt "growl" - słynne saksofonowe „growl”, czyli taka „chrypa” lubiana i często spotykana u saksofonistów. Mamy również pitch-bend no i można przypisać do niego jeszcze dwa kontrolery, gdyż jest on 4 kierunkowy. 

W MENU jest opcja „Bite Control”, która przełącza z „pitch” na „vibrate”. 

Tak więc, kiedy chcemy zareagować gardłem, to włącza nam się wibracja, która jest ustawiona na stałe w swoim tempie (dla mnie kompletnie bezużyteczna), lub po przełączeniu na „pitch” możemy teoretycznie zmieniać wychylenie dźwięku, co w praktyce może stanowić imitację prawdziwej wibracji. W wersji 2.00 dano możliwość sterowania parametrem Vib Sens i łagodzi ona pojawienie się efektu wibrato, jednak nadal jest ono w jednym stałym tempie. Jedyna opcja, to ustawić sobie CC76 na kółeczku i kontrolować wibrato poprzez dodanie go np. na "prawą stronę". Można również dezaktywować kontroler Bite Control i skupić się tylko na dmuchaniu w kontroler. Breath kontroler, czyli kontroler oddechu, czy też jak kto woli - zadęcia, działa bez zarzutu. To on jest odpowiedzialny za realizm i otwieranie się brzmień. Roland dał nam opcje wyboru różnej siły wdmuchiwania powietrza od L najlżejszej do H najmocniejszej. Umożliwiono również opóżnienie klawiszy, przez co można wyeliminować niezamierzone nuty. Instrument oferuje dwa procesory efektów - Reverb oraz Chorus. To nie wszystko. Mamy jeszcze dwa procesory MFX 1 oraz MFX 2, jednak są one uzależnione od rodzaju brzmienia, które aktualnie mamy wybrane. 

Zmiana barw jest nieco kłopotliwa, bo wiąże się z przerwaniem grania, odwróceniem instrumentu i przyciśnięciem dwóch przycisków naraz, ale możemy temu zaradzić przypisując 7 brzmień do przycisków z przodu instrumentu i to już jest rozwiązaniem satysfakcjonującym. Podstawowy bank ma 55 barw, można je jednak zachowywać do drugiego swojego banku. Zachowują się wtedy wszystkie ustawienia, które zmieniliśmy, typu: transpozycja, ilość oktaw, pogłos itd. Konstruktorzy tak bardzo zadbali o wierne przeniesienie instrumentu akustycznego, że poszczególne instrumenty włączają się od razu ze swoją transpozycją. Dla mnie to bardzo kłopotliwa funkcja, bo muszę wciąż pamiętać w jakim jestem stroju - tutaj rozwiązaniem jest stworzenie własnych presetów, więc można to przeżyć. Nikt jednak nie wychodzi na koncert bez wcześniejszego ogrania instrumentu, bo to grozi totalną katastrofą. Polecam więc ogranie wszystkich brzmień i sprawdzenie ich pod kątem tonacji. W przypadku odpowiednich tonacji dla określonych typów instrumentów jest to świetne rozwiązanie, jednak użytkownicy instrumentów cyfrowych chcą mieć uproszczenia i udogodnienia i nawet myślą, że będzie prościej. Owszem będzie prościej, ale trzeba to zdefiniować.

To tyle z narzekań. To bardzo specyficzny instrument i od razu widać, że zamysłem konstruktorów nie było ściganie się z pierwowzorem, a daniem saksofoniście bardzo interesujący środek wyrazu. Po update 2.00 widać jaki kierunek obrali konstruktorzy. Pchają Areofon w stronę nie tylko instrumentu grającego, ale uniwersalnego sterownika. Instrument pozwala zapanować nad 7 kontrolerami w obrębie jednego programu. Breath transmituje MIDI, joystick Thumb pracuje w 4 położeniach i każdy wysyła inny komunikat CC. Jest jeszcze stroik, który również obsługuje dwa kontrolery. Jednym słowem, kiedy kontroler podłączymy do instrumentu wirtualnego to okaże się, że zawstydzimy możliwościami nie jednego klawiszowca :). Jednak i bez zewnętrznego modułu brzmieniowego możemy ścigać się z klawiszowcem grając na podobnych brzmieniach, wszak w pamięci mamy bardzo ciekawe leady, brassy syntetyczne rodem z przeboju „Jump”. Bardzo fajne brassy, oraz flety, łącznie z etnicznymi instrumentami. Jednak  AE-10 nigdy nie zastąpi klasycznego saksofonu, więc komu przyda się taki instrument? Rynek i zapotrzebowanie jest jednak spore i tak przechodzimy do podsumowania.

Podsumowując:

Zastanawiam się jednak nad rynkiem dla tego instrumentu i znajduję kilka takich jak: 

  • Zbliżenie do saksofonu, jeśli chodzi o palcowanie, widzę tutaj zastosowanie jako zastępca saksofonu przy dużym zmęczeniu saksofonisty (granie długich eventów).
  • Tutaj widzę również odciążenie dla klawiszowca na eventach. Wszystkie partie brassów, trąbek oraz innych instrumentów mogą być grane przez saksofoniste, który do tej pory grał tylko tam gdzie "trzeba było".
  • Kolejne, to zamiennik saksofonu „do mieszkania w bloku”, kiedy nie ma gdzie ćwiczyć.
  • Wspomniane już podobieństwo aplikaturowe do prawdziwego saksofonu, daje opcje ćwiczenia na słuchawkach. 
  • Roland może się też sprawdzić jako instrument dla małych dzieci, które poprzez różne barwy, lekkość budowy i dmuchania, mogą wejść w świat instrumentów dętych, przy okazji poznając palcowanie saksofonowe. 
  • Jako sterownik midi dla dęciaków, dużo wygodniejszy niż EWI.

Leszek Nowotarski- saksofonisto-flecista jazzowy, realizator postprodukcji dźwięku w TVN.

 

 

 

 

comments powered by Disqus

Komentarze Facebooka